Jako że zima więc wypadałoby w końcu korzystać z zimowych szaleństw.Obiecałam Młodszemu, że pójdziemy na sanki.Tak więc w sobotę wybraliśmy się na górkę.Trzeba było niezły kawałek podejść ale co tam.Dotarliśmy na miejsce, Młodszy uśmiechnięty od ucha do ucha szalał z sankami.Robiłam Mu zdjęcia, ale przecież nie będę stała w miejscu bo zamarznę.Tak więc stwierdziłam, że zejdę sobie bokiem górki.Ta zejdę, to był zjazd a'la Małysz zakończony pięknym telemarkiem i pierdyknięciem głową o śnieg :) Nie ma to jak ślizg w adidaskach.Wróciliśmy do domu, ciepła herbatka z cytrynką i postanowienie spenetrowania innej górki nazajutrz.Tak więc w niedzielę po obiadku wybraliśmy się wszyscy na kolejną górkę.Jeszcze dobrze nie odeszliśmy od bloku a już leżałam na śniegu natarta przez Starszego.Ubaw po pachy.Po dotarciu na miejsce dylemat-z której strony zjeżdżać. Zwykły zjazd to nie dla nas-jesteśmy dziwną rodzinką.Ex wynalazł boczną ścieżkę zjazdową.Usiadłam na sanki i jazda.Nie pamiętam lądowania, ocknęłam się na dole, sanki jakieś pół metra ode mnie,Starszy pochylił się nade mną i pytał-Mamo żyjesz? Taa jasne, tylko moja głowa ;/ przywaliłam dynką w śnieg.Potem kolejne miejsce do zjeżdżania-niebezpiecznie bo wychodzące na ulicę ale co tam.Sanki poszły w odstawkę, najlepiej się zjeżdżało na 4 literach ewentualnie z reklamówką pod nimi.Leciałam jak perszing, waga swoje robi, buu jestem za gruba, toczyłam się jak kulka.Ale ubaw mieliśmy świetny, zwłaszcza jak wszyscy razem-nawet ex-zjeżdzałiśmy z tej górki.Miny starszych ludzi gapiących się na nas-bezcenne.Ale przecież nigdzie nie jest napisane, że ludzie w kwiecie wieku nie moga korzystać z uroków zimy.Nieważne, że dzisiaj jestem połamana i wszystko mnie boli-chcę jeszcze raz.Dzisiaj Młodszy skończył 10 lat-zleciało niewiadomo kiedy a niedawno był taki malusi. Ech..
Jak wiecie od 1 stycznia jestem bezrobotna, tak więc zaczęłam intensywne poszukiwanie pracy.Codzienne przeglądanie ogłoszeń na wszystkich możliwych portalach oferujących pracę, wysyłanie cv i listów motywacyjnych.Przeglądając ogłoszenia stwierdzam, że osoba z moim wykształceniem i wiekiem nie ma szans na pracę.Gdybym była np. studentką, inwalidką albo ogólnie osobą młodą wtedy pracodawcy pchaliby się drzwiami i oknami.W naszym kraju studentowi łatwiej znaleźć pracę niż osobie z doświadczeniem, osobie dyspozycyjnej.Najbardziej rozbawiło mnie jedno z ogłoszeń-brzmiało mniej więcej tak-poszukuję osoby w wieku do 25lat z 15-letnim stażem.No kpina i tyle.Pracodawcy oferują pracę ale jedynie na umowy zlecenie bądź też o dzieło.Ze świecą szukać umowy o pracę z godnym wynagrodzeniem tzn. powyżej minimalnej krajowej. A jeśli już coś takiego jest to wymagania że włosy dęba stają. Usiłowałam też przeglądać oferty szkoleń finansowane przez UE i co? Wyszło na to, że osoba bezrobotna ale zarejestrowana w urzędzie pracy nie ma szans na takie szkolenie.Więc ja się pytam-skoro chciałabym podnieść swoje kwalifikacje i nauczyć się czegoś nowego dlaczego skutecznie mi się to uniemożliwia??Mam stracić zasiłek żeby się dokwalifikować???Przecież to chore.NO jasne mogłabym np. zostać sprzątaczką, ale pracodawca zapewnia pracę na umowę zlecenie a tego w mojej sytuacji nie mogę przyjąć.Z prostego powodu-komornik może zabrać całość wynagrodzenia z umowy zlecenia, chyba że jest to jedyne źródło utrzymania ale to musiałabym udowodnić w sądzie. A sami wiecie jak wyglądają sądowe sprawy, długo i bez zapewnienia że taką sprawę się wygra.NIe tracę jeszcze nadziei, że uda mi się znaleźć pracę w swoim zawodzie na etat, ale to co codziennie widzę na portalach oferujących pracę woła o pomstę do nieba.Aż chciałoby się zawołać: "komuno wróć" bo wtedy praca była,można było przebierać i wybierać.A teraz? CO ma zrobić 39letnia kobieta ze średnim wykształceniem, dyspozycyjna?? Chyba tylko iść na ulicę i zarabiać swoim ciałem albo żebrać. To jest właśnie moja ojczyzna-polska. Ech...
Wkurzyłam się bardzo decyzją administracji, więc zaczęłam szukać na własną rękę przepisów o najmie mieszkania.Znalazłam, ale żeby być pewną swego umówiłam się do prawnika do BPO( bezpłatnie).Wzięłam dokumenty z mieszkania, obie umowy najmu i poszłam z duszą na ramieniu.Pan po konsultacji z kolegami stwierdził krótko-to pani się należy najem.Wydrukował wzór pozwu do sądu o ustalenie najmu, powiedział co trzeba dołączyć.Gdy zapytałam czy mam szansę wygrać tą sprawę, odpowiedział, że jak najbardziej, bo tylko ja spełniam podstawowy warunek-zamieszkiwałam z ojcem w chwili jego śmierci. POwrót do domu z bananem na buźce.Napisałam pozew, dzięki uprzejmości sąsiadki wydrukowałam, po niedzieli zanoszę do sądu. W międzyczasie podeszłam do sklepu blisko domu bo było ogłoszenie o pracę, zostawiłam CV, mają się odezwać w przyszłym tygodniu-pani która mnie przyjmowała spodobało się to, że mieszkam zaledwie 200 metrów od sklepu. Dzisiaj wróciła moja wiara w ludzi a to za sprawą księdza-tak właśnie-dobrze czytacie.Wizyta księdza po kolędzie jak co roku, przyszedł może 30letni facet, okazało się, że pochodzi z Ukrainy.Zaczęliśmy rozmawiać, o wszystkim, o braku pracy, ciężkim życiu i wogóle.Na koniec wizyty ksiądz sięgnął do swojej teczuszki i wyjął kilka kopert.Po czym wręczył mi je ze słowami " niewiem ile tego tu jest ale choć w ten sposób chcę Wam pomóc". Szczękę zbierałam z podłogi jeszcze przez pół godziny po jego wyjściu. Są jeszcze normalni księża którzy nie myślą tylko żeby brać.
Nowy rok się dopiero zaczął a ja już bym chciała żeby się skończył.Życie przygotowało mi kolejne kopniaki w 4 litery.MIeszkanie-prawo do niego ma moja matka-jest teraz głównym najemcą.Mogę sobie mieszkać póki mnie nie wywali.Jest opcja żeby je wykupiła i przepisała na mnie ale znając życie na to nie pozwoli mój brat.Pośredniak-kombinują jak koń pod górę żeby tylko zasiłku nie dać, ale mam wszystkie dokumenty potwierdzające opłacanie składek z kwoty przekraczającą najniższą krajową więc niech się pocałują-zasiłek dostanę.Próbuję znaleźć w sobie jakąś dawkę optymizmu ale za cholerę nie potrafię-gdzie w tym wszystkim optymizm skoro znowu po tyłku dostałam??